LEKARZ MUSI MIEĆ PASJĘ

Katarzyna Szulik

Nicole Hunter, tegoroczna absolwentka kierunku lekarskiego English Division i zarazem jedna z najlepszych studentek na roku, została przyjęta na prestiżowe studia podyplomowe dotyczące medycyny translacyjnej na Uniwersytecie w Heidelbergu.

Nicole Hunter była jedną z aktywniejszych naukowo studentek ED, mająca na koncie między innymi wystąpienia konferencyjne i publikacje. Była także członkinią koła naukowego prowadzonego przez dr Katarzynę Neubauer przy Katedrze i Klinice Gastroenterologii i Hepatologii.

 


Nicole Hunter (fot. Tomasz Walów)

Stereotyp grzecznego i życzliwego Kanadyjczyka niekoniecznie przystaje do twojego zamiłowania do boksu, które zaczęło się w Polsce. Jak do tego doszło?

Zawsze lubiłam być aktywna, w szkole uprawiałam wiele sportów i należałam do kilku drużyn, więc mój wolny czas wypełniały treningi. Gdy przyjechałam na studia do Polski to wszystko się skończyło, więc musiałam znaleźć coś, co wypełni tę pustkę. Zaczęłam chodzić na siłownię, ale na czwartym roku studiów zapragnęłam odmiany. Jeden z moich przyjaciół trenował boks i polecił mi ten sport, zwłaszcza że jego trenerzy pracowali z obcokrajowcami. Postanowiłam spróbować i się zakochałam – od tamtej pory boksuję regularnie. Niezbyt intensywnie, bo treningi są raz w tygodniu, ale ten czas to dla mnie dobra odskocznia od nauki.

Co pociąga Cię w boksie?

Gdy boksuję, nie myślę o niczym innym, więc podczas godzinnego treningu mogę też oczyścić umysł. Dla studentów medycyny bardzo ważne jest znalezienie czasu, w który możemy choć na chwilę zapomnieć o nauce, to kwestia higieny psychicznej. Również z tego powodu tak lubię sport i aktywność fizyczną.

Od czasu do czasu pewnie boksujesz się z innymi – czy element współzawodnictwa też ma znaczenie?

Mamy sparingi, ale dla mnie ważniejsze od rywalizacji jest wzmacnianie ogólnej wytrzymałości, boks to po prostu świetny trening ogólny. Ale zasadniczo, gdy uprawiam sport lubię rywalizować. Drużyny w których grałam też takie były, więc z pewnością mam w sobie chęć współzawodnictwa. Uprawianie sportu ogólnie miało bardzo pozytywny wpływ na moje życie, a w boksie chodzi mi przede wszystkim o samodoskonalenie. W każdy działaniu, które podejmuję, być możliwie jak najlepsza i między innymi z tego powodu uwielbiam medycynę. Ta dziedzina pozwala nieustannie stawiać sobie nowe cele i je osiągać. Lubię mieć ich wiele i staram się nie ograniczać.

Od razu wiedziałaś, że medycyna jest dziedziną, w której się odnajdziesz?

Zawsze chciałam mieć pracę, którą mogłabym wykonywać i kochać przez całe życie i na ten moment nie jestem w stanie wyobrazić sobie robienia czegokolwiek innego. W szkole fascynowały mnie nauki przyrodnicze, więc w takim wypadku medycyna, stomatologia i farmacja to oczywiste kierunki rozwoju. W mojej rodzinie nie ma lekarzy, więc to nie wpłynęło na moje zainteresowania, to był osobisty wybór. Medycyna wymaga od nas bardzo wiele, więc zaangażowanie się w nią bez autentycznej pasji dla tej profesji nie jest możliwe. A przynajmniej mam nadzieję, że ta sympatia okaże się szczera gdy zacznę pracę jako lekarz.

Wciągnęłaś się też w pracę naukową za sprawą dr Katarzyny Neubauer, dzięki której z resztą miałyśmy okazję porozmawiać.

Dr Neubauer ma świetne relacje ze studentami z ED i bardzo pomogła mnie i innym osobom. Jest też prezesem Gastrologicznego Stowarzyszenia Studentów, do którego należę. Co roku w grudniu organizujemy konferencję i miałam okazję przedstawić przypadek na ostatniej. Pracuję także nad pracą z dziedziny gastroenterologii z dr Neubauer, która jest rzadkim przypadkiem lekarza skłonnego poświecić swój dodatkowy czas na pracę ze studentami English Division.

Chciałabyś zajmować się gastroenterologią w przyszłości?

Lubię ją, ale zasadniczo chciałabym specjalizować się w medycynie wewnętrznej. Gastroenterologia jest częścią tej dziedziny, więc można uznać, że poniekąd tak.

Bierzesz pod uwagę kontynuowanie pracy naukowej?

Chciałabym, aczkolwiek ta dziedzina nadal jest dla mnie bardzo nowa. Jestem na piątym roku studiów, a w pracę naukową zaangażowałam się przed dwoma laty. Wcześniej nie wiedziałam, że w ogóle możemy publikować i robić analizy przypadków.

Poza tym, dla kogoś takiego jak ja możliwości zaangażowania się są bardzo ograniczone. Pochodzę z Kanady, nie mam polskich korzeni i w zasadzie w ogóle nie mówię po polsku. To duże utrudnienie, bo nie mogę wstąpić do żadnego z polskich kół naukowych bez znajomości języka.

Z całością wywiadu można zapoznać się w Gazecie Uczelnianej z czerwca 2018 roku (nr 243)