KORONASTOP, CZYLI STUDENCI WALCZĄ Z PANDEMIĄ

Odkąd Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu jako pierwsza uczelnia w Polsce zawiesił wszystkie formy zajęć, studenci zakasali rękawy i ruszyli do pomocy. 18 marca rozpoczęła oficjalne działanie studencka inicjatywa wsparcia wrocławskich medyków, co spotkało się z dużą przychylnością władz i pracowników uczelni. O walce z pandemią, w którą włączyło się kilkuset studentów wolontariuszy, Anna Tumidajewicz, zaangażowana w te działania z ramienia Działu Marketingu, rozmawiała z dr hab. Iwoną BilLulą – pełnomocniczką rektora ds. wolontariatu, i Iwo Jaroszem – studentem 6. roku kierunku lekarskiego, koordynatorem studenckiej inicjatywy wsparcia medyków.  

Anna Tumidajewicz


dr hab. Iwona Bil-Lula, Iwo Jarosz


Jak to się stało, że zaangażowali się Państwo w sprawę wolontariatu i jakich zadań się podjęliście?

Iwo Jarosz: Jestem zaangażowany w projekt wolontariatu od początku jego działania. Podjąłem inicjatywę organizacji grupy wolontariuszy ze strony studentów i w ciągu zaledwie kilku dni zgłosiło się do mnie wiele osób, które wyraziły gotowość pomocy. Po kilku dniach dołączyła do nas pani docent Iwona Bil-Lula, wyznaczona z ramienia uczelni na pełnomocnika rektora ds. wolontariatu. Zaczęliśmy od budowania koncepcji, jak powinna wyglądać procedura zostania wolontariuszem: do kogo trzeba się zgłaszać i jakie powinny być wzory dokumentów. Z pomocą pani docent było już dużo łatwiej, bo dzięki jej autorytetowi otwarte zostały już wszystkie oficjalne ścieżki kontaktu.

Iwona Bil-Lula: Powierzenie mi roli pełnomocnika ds. wolontariatu było dla mnie miłym zaskoczeniem (śmiech). Nie ukrywam, że nieco czasu zajęło mi, aby zorientować się w sytuacji, ponieważ studenci podjęli już działania i organizację różnych akcji. Niemniej jednak nie boję się wyzwań i tak rozpoczęliśmy wspólne działania. Stworzenie prężnego zespołu po stronie uczelni i studentów wymagało doprecyzowania kilku aspektów. Okazało się, że najważniejszy jest odpowiedni management oraz taki podział zadań, żeby nasze działania się nie dublowały i aby znaleźć skuteczny sposób komunikacji. Zaczęliśmy od współpracy z USK, a po nim zaczęliśmy przecierać szlaki w Urzędzie Wojewódzkim.

Współpraca z Uniwersyteckim Szpitalem Klinicznym i Urzędem Wojewódzkim to niejedyne akcje, które się działy. Inicjatyw ze strony studentów było więcej. Czy trudno było je pogodzić?

IJ: Chyba największym problemem było to, że organizowaliśmy równocześnie wiele akcji w różnych podmiotach. Współpracowaliśmy z Dolnośląską Izbą Lekarską przy produkcji przyłbic ochronnych, co było zupełnie osobnym wątkiem niż współpraca z USK czy akcje wyjazdowe z Urzędem Wojewódzkim. Wolontariusze prowadzili również akcję Studenci Medykom, w ramach której zajmowali się dziećmi osób pracujących w służbie zdrowia. Zorganizowała się grupa szyjąca maseczki. Studenci pracowali na infolinii NFZ, w izolatorium przy ul. Koszarowej. Pojedyncze osoby pracowały w szpitalu jednoimiennym, pomagaliśmy także w administracji stacji sanitarno-epidemiologicznych czy w Dolnośląskim Centrum Onkologii. Tych, czasem niewielkich co do zasięgu, akcji było mnóstwo, a każda z nich wymagała kontaktu z zupełnie innymi osobami.

Największa grupa wolontariuszy zgłosiła się do pomocy w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym. Jakiego rodzaju zadania wykonywali?

IBL: Pomoc przybrała wiele form. Zaczynając od bardzo dużej akcji triage, polegającej na prowadzeniu pomiaru temperatury i wywiadu epidemiologicznego przy wejściach do szpitala. Oprócz tego udzielona została pomoc pielęgniarska i asysta lekarska na oddziałach, pomoc ratownikom medycznym w karetkach, wsparcie administracji szpitala, apteki szpitalnej, pobieranie wymazów do testów na koronawirusa i wiele innych. Przeróżne kliniki zazwyczaj przyjmowały po kilku studentów do pomocy. Studenci podpisywali umowę, wstępnie do jednej czynności, ale podejmowali się wielu zadań. Robili to, co było w danym momencie realnie potrzebne. Za to należą im się niskie ukłony.

Początkowo brakowało nie tylko rąk do pracy, ale i środków ochrony osobistej. Temu problemowi też studenci postanowili zaradzić.

IJ: To prawda. Kombinezon jednorazowy to była na początku epidemii zdobycz na wagę złota, podobnie jak profesjonalne przyłbice. Udało nam się opracować łatwy system chałupniczej produkcji przyłbic z folii do bindowania, uszczelki do okna i gumki na metry (śmiech). Łącznie wyprodukowaliśmy około 3 tysięcy przyłbic i wszystkie od razu się rozeszły.

IBL: Nie zapominajmy o szyciu maseczek i bardzo ważnej, według mnie, akcji Studenci Medykom, czyli o zajmowaniu się dziećmi pracowników służby zdrowia w tej bezkompromisowej sytuacji, kiedy człowiek musi wybrać, czemu się poświęcić.

Ostatnie wspomniane akcje były inicjatywami studentów?

IBL: Należy to podkreślić, że Uniwersytet Medyczny wspiera wolontariuszy, ale inicjatywa rozpoczęła się oddolnie i jej trzonem są studenci.

Zupełnie innym wątkiem jest współpraca z Urzędem Wojewódzkim, gdzie to urząd zgłosił się do uczelni o pomoc w ośrodkach, w których brakuje personelu medycznego.

IBL: DPS-y i ZOL-e z całego Dolnego Śląska zgłaszają się o pomoc zazwyczaj do Urzędu Wojewódzkiego lub Urzędu Marszałkowskiego, które znają stworzoną wspólnie z nami procedurę i posiadają zestaw dokumentów potrzebnych do zaangażowania naszych studentów. Staramy się komunikować naszą gotowość i jesteśmy otwarci na propozycje. Jak do tej pory nasi studenci pomagali w Zakładzie Opieki Zdrowotnej w Chojnowie i Domu Seniora w Świdnicy.

Czy jest coś, co chcieliby Państwo przekazać wszystkim wolontariuszom?

IJ: Warto, żeby wiedzieli, że wiele podejmowanych przez nas decyzji opierało się przede wszystkim na procedurach bezpieczeństwa. Kilka akcji musiało zostać wstrzymanych, nieco zmienionych lub opóźnionych, żeby organizacyjnie zapewnić wszystko, co potrzebne dla bezpieczeństwa. Możemy im tylko serdecznie podziękować. Jesteśmy wdzięczni za wasze zaangażowanie i doceniamy fakt, że daliście z siebie wszystko w tej bardzo dynamicznej sytuacji.

Co przed nami?

IBL: Prognozy mówią, że sytuacja powinna się ustabilizować w niedalekiej przyszłości. Jeśli nie wszystko pójdzie zgodnie z tymi przewidywaniami, jesienią znowu będzie potrzebne wsparcie wolontariuszy. Biorąc pod uwagę nasze wnioski z wyjazdów, procedury często zawodziły na etapie edukacji i pomysłu na przystosowanie zaleceń do konkretnego miejsca. Przy odpowiednich podpowiedziach personel sam sobie poradzi. Więc będzie potrzebna nie tyle siła fizyczna, co pomoc w znajdowaniu skutecznych rozwiązań i wrażaniu procedur.

IJ: Projekt nie jest zawieszony, na tę chwilę po prostu nie ma aż takiego zapotrzebowania na wolontariuszy albo tam, gdzie jest, jednostki jeszcze wewnętrznie się organizują.

Cały artykuł jest dostępny w najnowszym numerze Gazety Uczelnianej