Pamiętamy i będziemy pamiętać

Lwów i Wrocław. Miasta, które połączyła wielka tragedia. Po raz kolejny środowisko akademickie spotkało się na Politechnice Wrocławskiej, by oddać hołd pomordowanym 77 lat temu profesorom lwowskim.

- To już tradycja, że co roku spotykamy się na Politechnice Wrocławskiej pod pomnikiem Martyrologii Profesorów Lwowskich, smutna tradycja, bo te wydarzenia sprzed 77 lat nie powinny się w ogóle wydarzyć - mówił w imieniu środowiska przewodniczący Kolegium Rektorów Uczelni Wrocławia i Opola.

Prof. Marek Ziętek

Prof. Marek Ziętek podkreślił, że delegacja rektorów podobną uroczystość przeżyła też dzień wcześniej na Wzgórzach Wuleckich w towarzystwie przedstawiecieli władz i lwowskich uczelni. Rektorzy we Lwowie
Rektorzy we Lwowie
Rektorzy we Lwowie
Fot. Mirosław Parchomnik

Po raz pierwszy w tym roku byli na uroczystościach we Lwowie także przedstawiciele niemieckich uczelni. - Zapytali mnie, dlaczego wciąż patrzymy wstecz, oglądamy się w przeszłość. Powiedziałem im, że my patrzymy w przyszłość, chcemy widzieć silną, połączoną Europę, ale nie możemy zapomnieć o tym, co było - mówił rektor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Podkreślił też, że jako środowisko akademickie nie możemy pozwolić, żeby zaprzepaszczona została demokracja i narastały w Polsce i Europie nacjonalizmy i postawy ksenofobiczne.
Rektor prof. Marek Ziętek
POd pomnikiem pomordowanych profesorów

4 lipca 1941 roku profesorowie lwowskich uczelni i ich rodziny (razem 45 osób) zostali rozstrzelani w pobliżu Politechniki Lwowskiej zaraz po wkroczeniu Niemców do Lwowa. Zbrodnia, przygotowana była z premedytacją. Pozbawiła polską naukę i kulturę większości jej czołowych przedstawicieli. Znaczna część tych, którzy przeżyli, trafiła do Wrocławia. Był wśród nich prof. Stanisław Kulczyński, pierwszy rektor Uniwersytetu i Politechniki w powojennym Wrocławiu. Dotarł tu kilka dni po kapitulacji Breslau. To w dużej mierze jemu zawdzięczamy odrodzenie na zgliszczach zniszczonego miasta polskiej nauki.

Polityczne decyzje spowodowały, że z mapy Wrocławia zniknął bulwar prof. Stanisława Kulczyńskiego. Nie pomogły protesty środowiska akademickiego, władz miasta i ludzi, którzy pamiętali jego historię. Rektorzy wspólnie z rezydentem Wrocławia zadbali o nadanie pierwszemu rektorowi tytułu Honorowego Obywatela Wrocławia. Politechnika zaś nadała jego imię bulwarowi nad Odrą. - Bulwar za bulwar, ale ten dużo ładniejszy - żartował prof. Andrzej Wiszniewski. - Nasza obecność jest też protestem przeciwko próbom zakłamania historii i sfałszowania biografii wielkiego człowieka – stwierdził profesor.

– Dzisiejsza uroczystość jest swego rodzaju zwieńczeniem wszystkich działań w obronie dobrego imienia prof. Kulczyńskiego – mówił rektor PWr, prof. Cezary Madryas, który podkreśli, że Senat uczelni uchwałę w tej sprawie przyjął przez aklamację, stojąc. Prof. Madryas przyznał, że nie pamięta drugiej takiej historii.

Na uroczystości nie zabrakło wnuka prof. Kulczyńskiego – Grzegorza Fałdy. Wspominał swojego dziadka jako osobę trochę w domu nieobecną, całkowicie poświęconą nauce. Mocno podkreślał, że sprzeciw wobec getta ławkowego, który przyczynił się do odejścia prof. Kulczyńskiego z Politechniki Lwowskiej, był sprzeciwem wobec ingerencji polityki w niezależność uczelni wyższych. Dziadek uważał, że skoro profesorowie nie chcą dzielić swoich uczniów ze względu na wiarę, to nikt nie może im tego nakazać, bo uczelnie są i być powinny autonomiczne i niezależne od decyzji politycznych.

Grzegorz Fałda

Fot. Tomasz Walów